Link 28.04.2006 :: 20:46
Komentuj (0)



-Viv droczyła się ze swoim chowańcem, ponieważ już się im nudziło okropnie. Zresztą, co to za rozrywka, walczyć ze stworami. Gdy dziewczyna lekko się obróciła, dostrzegła Larisę i Mrocznego.
- Samael, ty patrz, wyglądaja na niesłychanie zadowolonych... - mruknęła do chowańca.
- Tak samo wyglądałaś po twojej pierwszej nocy z Maxem - wilk pokazał jej język. - Pamiętam mine Abrahama...
- Ty siedź cicho, wariace - roześmiała się, rzucajac spojrzenie czy aby Max się podrywami nie zajął.
- Żeee co? - Max powiedział jakby sam do siebie, kiedy ujrzał Larisę i Mrocznego na jednym koniu. Założył miecz na plecy i podszedł do Viv.
- Tobie też sie wydaje, że ... oni coś? - zapytał.
- Mi się nie wydaje - uśmiechneła się. - Ja to wiem - puściła oczko do chowańca, który w odpowiedzi radośnie wyszczerzył kły. - Przy okazji... Chyba nie myślałeś o podrywach, co? - uśmiechnęła sie złośliwie i każdy mógłby przysiąc, że ona i jej chowaniec są cholernie podobni.
- No nie, moja droga. - Max przyłasił się do kasztanowowłosej. - Dla mnie istniejesz tylko ty. Pamiętaj o tym. - przytulił ją. - Niektórzy to mająszczęście, no nie? - spytał jakby sam siebie. - Najbardziej mnie ciekawi, czy on jej powiedział, czy ona jemu. - Chłopak się uśmiechnął
- Obstawiam pierwszą możliwość, panie Gladiatorze - odezwał sie Samael, wypuszczając mały strumyczek powietrza.
- Ja się z nim zgadzam... - dodała Viv, śmiejąc sie w duchu. - Nudzi mnie już to, żadna rozrywka czy coś...
Objęła Maxa za szyję, spoglądając mu w oczy.
- Żadna rozrywka? O co ci chodzi? Przecież tu jest NIEBIEZPIECZNIE! - powiedział Max. Pocałował łuczniczkę. - I jak, lepiej? - usmiechnął się.
- Chodziło mi, że po prostu tylko zabijamy sobie potworki i nic z tego nam nie przychodzi. I nie mów, że umiejetności sprawdzamy, bo i tak już sprawdzaliśmy wielokrotnie... - zrobiła lekki monolog przy akompaniamencie śmiechu wilka. - Nie, wcale nie lepiej - zaśmiała się.
- Hmm, czy po raz kolejny muszę cdać się poćwiartować, zeby ta kobieta mnie kochała? - Max spytał się wilka. No mów, Samaelu. - Chłopak się zaśmiał. - Ciekawe swoją drogą, czy ona też go kocha...
- A musisz się cwiartować? - wilk parsknął. - Ona już cię kocha, tylko jej wiecznie miało no i się jej chorobliwie nudzi - tym razem Vivien akompaniowała chowańcowi śmiechem.
- A kto ich tam wie... - Viv uśmiechnęła się, nic sobie nie robiąc ze złośliwego wyszczerzu chowańca. - a po prostu się z deczka stęskniłam...
- Za czym, z łaski swojej, mozesz mi powiedzieć, za czym? Bo chyba nie wiem. - Max udał głupka.
- Za tobą, - roześmiała się, po czym pocałowała go w usta. - Ty sobie stałeś z daleka, a mnie zaniedbywałeś... Kocham cię, wariacie...
- Wydawało ci się tylko.. tylko ci się wydawało. - Max chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. - Wiem, ze mnie kochasz, wiem...
- Teeee, zakochana paro, przystopujcie trochę - do akcji wkroczył dzielny chowaniec Vivien. - Tak przy ludziach będziecie?
- Gdzie ty tu ludzi widzisz? - parsknęła Viv. - jak ci to przeszkadza to sie odwróć.
- Właśnie... - Max tylko się do siebie uśmiechnął i zaczął całować łuczniczkę.
Viv z pasją odwzajemniała pocałunki Maxa, nie przejmujac sie otoczeniem.
- Ta dzisiejsza młodzież... - westchnął Samael, odwracajac sie.
Link 16.04.2006 :: 14:52
Komentuj (0)



Blodnyn pozbył się niepotrzebnej peruki, rzucjając ja po prostu pod jakieś drzewo. Z roztargnieniem szukał kogoś, kto właśnie zamieszkał w jago sercu. I jak można było się domyśleć, na zawsze.
Camil przywołał swojego kruka i szepnął zaklęcie. Ptak wykonał posłusznie zadanie, odnajdując odpoczywającą Larisę. Przysiadł na ziemi koło Gabona i zaskrzeczał. Dziewczyna odwróciła głowe w strone ptaszyska, który zmącił błogą cisze. Przyjrzała mu się dokładniej i rozpoznała co to za kruk.
-To zwierzak Camila... -zwrociła się do lwa, który przewiercał krukowatego posępnym spojrzeniem.
-Dobrze, ale czy on musiał mnie obudzić...? - warknął niezadowolony podnosząc się do pozycji siedzącej. Camil podszedł w stronę, z której doszedł skrzek kruka.
- Czyżbym słyszał swoje imię? - spytał jakby siebie. - Napotkał wojowniczy wzrok Gabona.
- Flarion, do mnie! - kruk posłusznie przefrunął na przedramię właściciela.
- Włąściwie, to czemu... Ach nie o tym chciałem... - Mroczny sie zniecierpliwił, ale nie pokazał tego. Po prostu się uśmiechnął i usiadł niedaleko lwa. Chowaniec niechętnie przesunąl się robiąc mu miejsce i spojrzał podejżliwie na jego uśmiech.
Szatynka patrzyła na niego w milczeniu do czasu kiedy przysiadł się obok nich.
-O co ci wtedy chodziło? - najwyraźniej nie zapomniała niedokończonych słów Mrocznego. "Nadszedł czas" - pomyślał Camil i wziął głęboki oddech.
- Otóż chodziło mi o to, że... - zająknął się, a nie chciał pokazać po sobie, jak niezręczna to była sytuacja
- Przez ostatnie dni, uświadamiałem sobie coś, czego jeszcze nigdy nie czułem. Nie zrozumiesz zapewne tego wszystkiego, co sie działo w moim życiu. Ale jak już mówiłem, przed wjazdem do Moczarów, nie chciałbym, żeby ci się coś stało. To już dało do myślenia mojemu sumieniu, które tak długo się broniło. Max sie pytał, co mi się dzieje. A ja po prostu się zakochałem. Może to jest śmieszne. Ale zakochałem się... w tobie... - Mroczny westchnął z ulgą i odwrócił wzrok w stronę nadchodzącego czarengo rumaka. Siedziała przed Camilem i nie spuszczała z niego wzroku. No cóż, domyślała się, że to powie... A teraz zupelnie nie wiedziała jak ma się zachować. Kot machnął ogonem i zwrocił oczy ku niebu.
-Mnie tu nie ma, nie przejmujcie sie... - mlasknął i ulokował swoje cielsko pod niedalekim drzewem. Larisa obdarzyła go wściekłym spojrzeniem, ale zupelnie się tym nie przejął.
Camil nawet nie próbował odczytać myśli dziewczny, którą obdarzył uczuciem. Zaryzykował spytania się samego sumienia o radę. Spojrzał w niebo. "co mam zrobić? ona nic nie odpowiedziała." Odpowiedź przyszła sama i to bardzo szybko. "Pocałujją idioto. Za stary jesteś, zeby nie wiedzieć". Mroczny uśmiechnął się sam do siebie i na kolanach podszedł do siedzącej Larisy. Zaskoczona rozszeżyla oczy kiedy usta Mrocznego wylądowały na jej wargach. Przyjęła ten pierwszy pocalunek nie zastanawiając się nad niczym. Nie sądziła, że to może być tak przyjemne.
Camil ujął delikatnie jej głowę i całował namiętnie. Czuł, jak ziemia trzęsie się w posadach, przynajmniej dla niego. Czuł, ze cała ta maska mroczności niknie, że cały obraz mrocznego i niepokonalnego człowieka niknie w Otchłani.
Stawał się teraz innym człowiekiem.
Kiedy na chwilę przestał całować Larisę, zapytał:
- A ty?
I po co on zadał to pytanie? Nie wiedziała do końca co ma mu właściwie odpowiedzieć... Jednak uśmiechnęła się po chwili i kiwnęła głową dotykając palcami jego dloni, ktorej nie zdążył jescze zabrać z twarzy dziewczyny. Jeszcze do teraz czuła coś dizwnego w żołądku i głowie. Było to miłe uczucie. Camil odwzajemnił jej uśmiech. Zaraz jeszcze raz ja pocałował. Po dłuższej chwili oderwał się i gwizdnął na konia.
- Chyba czas wracać. - szepnął zalotnie.
Link 15.04.2006 :: 20:05
Komentuj (0)

Usłyszał krzyk czarodziejki, ścisnęło go w piersi i już miał odwracać się, kiedy otchłań czasu go wchłonęła. Nie na zawsze. Moze na chwilę, może na sekundę. Tam czas nie płynął. W otchłani mogły minąć wieki, a na Mokradłach zaledwie sekunda. Mroczny potrzebował przynajmniej chwili, żeby to wszystko sobie poukładać. Nigdy jeszcze nie był w takim stanie.
Ciepło mu się robiło na myśl, ze kiedy tam wróci, to zastanie Larisę, czekającą jak wryta na odpowiedź.
Ale on się bał.
Moze pierwszy raz w swoim długim życiu. Ośmiokrotny dar życia. Osiem razy rodzić sie i umierać. A teraz, gdy ostatni raz moze chodzić po tej ziemi, spotyka go coś, co jest dla niego nie zrorumiałe. Chwila ciszy.
Pomyślał o tym, jak trzymał małą czarodziejkę w ramionach. Ale zaraz!
Przecież Larisa była dla niego tylko małą czarodziejką? Przecież ta dziewczyna... Jest kobietą (cóż za odkrycie! xD).
"Na Eliego..." - pomyślał - "skoro ostatni raz się urodziłem... skoro mam ten dar życia, to moze pora przyznać światu, że kogoś kocham i że jestem normalny?" - pytanie nie znalazło odpowiedzi.
Mroczny odwrócił się spowrotem w stronę, skąd przyszedł. Zdecydowanym krokiem wrócił do świata żywych.

Camil wraca z otchłani, kiedy wy stoicie tak jak przedtem. Nic się nie zmieniło, bo minęła zaledwie sekunda.
Z tym, że przyjściu Camila towarzyszyła ogarniająca wszystko światłość. Mężczyzna znajdował się w lesie, nieopodal starego dębu.
Link 15.04.2006 :: 19:28
Komentuj (0)


Larisa już od dłuższej chwili zaprzestała walki. Stała niedaleko konia Mrocznego, dopóki ten go nie zawołał, i obserwowała całą sytucaje. Nie obchodizło ją czy ktokolwiek na nią patrzy, wyraźnie słyszała jego słowa.
I zastanowilo ją po co Camil chciał, aby usłyszeli to wszyscy?
"Wiedz, że Lairsa co?" pomyślala i krzyknęla w strone mężczyzny zrywając się z miejsca:
-Zaczekaj, co masz na myśli...? - przebiegła kawałek gdy niespodziewanie jasnowłosy zniknąl jej z oczu.
Mruknęla coś niezrozumiale pod nosem zatrzymując się i rozglądając w około. Nawet niewiedziała kiedy - obok niej pojawił się Gabon.
-No dalej, wskakuj jeśli chcesz... - popatrzyła na niego dziwnie i posłuchała. Chwile potem biegli w głąb lasu nie bardzo wiedząc gdzie. Dziewczyna poprostu nie miała ochoty być teraz pośród reszty i dalej brać udział na polowaniu.
-Zatrzymaj się tutaj - odezwała się do chowańca upatrując sobie dogonne miejsce na spokojny odpoczynek.
Link 15.04.2006 :: 18:11
Komentuj (0)


- Obijasz się - prychnął wilk w stronę bujającej w obłokach Vivien. - Bo ci ruda go zabierze - pozwolił sobie na lekki docinek.
- Mądrala - mruknęła w jego stronę. - Ja sie wcale nie obijam, tylko myślę.
- Taaaaa... O Maxie myślisz - znów jej dociął. - Robimy ten manewr?
- O nie! Ostatnim razem to cię omal nie zabiłam, a i tak skończyłeś ze strzałą w brzuchu!
- No, jazda dziewczyno, tym razem będę uważał - zrobił wesołą minkę, po czym kichnął.
- I będzie, że się znęcam nad zwierzętami...
- VIVIEN!
- Już...
Vivien podbiegła do przodu, po czym wykonała lekki przeskok i padła w przyklęk, napinając cięciwę. W tym samym czasie Samael wykonał rozbieg, aby przeskoczyć nad Vivien w tym samym momencie, w którym wypuściła strzałę. Przez chwilę wilk i strzała lecieli tym samym torem, lecz wilk wyladował, pozwalając strzale osiągnąć cel. I tak za każdym razem.
Link 15.04.2006 :: 17:57
Komentuj (0)


Max podejrzanie spojrzał na Rudą i Mroczengo. On coś do niej szeptał a jego mina wskazywała na to, że nie było to nic pozytywnego. Spojrzał na Larisę pozostawioną samej sobie w pobliżu konia Mrocznego. Dziewczyna była dziwnie smutna. Ale dzielnie miotała zaklęciami.
Sam też musiał uważać na potwory. Były silne, ale dawał sobie z nimi radę. Tymczasem jednak starczyło trochę czasu, zeby poobserwować Mrocznego. Nie wyglądał na ich rówieśnika. Na pewno był starszy, miał duze doświadczenie. Zaciekawiło go też to, że był tak obojętny na wszystko dookoła, a jednak to chłonął. Widać było także zmieszanie i rozterkę, która panowała w umyśle Mrocznego.
Może tylko Max to zauważył, ale działo się coś dziwnego. Ten oschły i niezbyt przyjazny facet doznał czegoś z czym nie potrafił sobie poradzić. Ciemnowłosy zadecydował. Podszedł w stronę jasnowłosego.
- Camil. Ej, powiedz mi, czemu widzę to, co chcesz ukryć. Powiedz mi, co się dzieje. - Poprosił chłopak, ale spotkał tylko stanowczy wzrok mężczyzny. Max chciał odejść, ale spojrzał jeszcze na Janashi, która była partnerką niepokonalnego Mrocznego. Była niezła...
- Słuchaj, gladiatorze. Ja sie nie wtrącam do twojej miłości, ty się nie wtrącaj do mo... - Camil urwał, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. Jkaby małe dziecko, które dopiero co się wygadało. - Nie, Max... odejdź proszę. Ja... nie zrozumiesz mnie i mojej histori. A przynajmniej nie dzisiaj. Kiedyś napewno. Wiedz, że to Larisa... - Mroczny powiedział całą swą kwestię na głos, zeby wszyscy go słyszeli. - Pozwól, że zostane sam. - Mroczny zagwizdał a jego koń i kruk znalazły się tuż obok. Po chwili odszedł w otchłań. Niekt nie wiedział, gdzie Mroczny nagle zniknął.
Link 15.04.2006 :: 17:44
Komentuj (0)

"W takim razie, dlaczego Morgana zapowiedziała Janashi jako twoją partnerkę?" - Mroczny usłyszał te słowa całkiem przypadkowo, gdy zeskakiwał z konia. Chciał dojść do Janashi, spytać się o sytuację. Ale zabolało go coś w sercu. Jakaś dziwna drzazga, która tkwiła tam od miesiąca.
Camil poczuł się urażony. Nie rozumiał tego, że można było skojarzyć jego i Janashi jako parę. Przecież ona była tylko terminującą dziewczyną. Tylko dobrą partnberką z niesamowitym refleksem i... trzeba było przyznać, z pięknym ciałem. Ale nie pocągało to Camila. Pomiędzy nim i Janashi była pewna granica, której żadne z nich nie ważyło się przekraczać, choć Mroczny czasem przekraczał ją tylko o milimetr.
Mężczyzna podszedł do rudowłosej. Przywitał się.
- Janashi... przepraszam cię za to, że zostawiłem cię z nimi na pastwę losu. - Nie otrzymał odpowiedzi. Milczał długo, od czasu do czasu zabijając jakiegoś potwora. W końcu zwierzył się dziewczynie. - Janashi... może cię to zaboli, albo urazi... Ja chyba się zakochałem... - wyznał wystraszonym szeptem. Jeszcze nigdy tak się nie czuł. Nigdy.
Link 12.04.2006 :: 14:29
Komentuj (0)


Janashi zauważając zbliżającego się przeciwnika napięła cięciwę ze strzałą.
- Noe? – zapytała, a tuż koło jej boku zjawiła się pantera.
- Widzę, widzę. – szepnął koło jej ucha.
Równo z wypuszczeniem strzał, pantera pognała w stronę smoka. Noe próbował jak najstaranniej zadawać cięcia pazurami i unikać uderzeń stwora. Janashi przybliżyła się posyłając kolejne strzały.
Link 11.04.2006 :: 21:25
Komentuj (0)


Zeskoczyła z ostatniego już schodka, kiedy
zorientowała się że została zupelnie sama.
"No pięknie..." pomyślala z goryczą i popchnęla
ciężkie drzwi od wierzy.
-Nawet Gabon sobie poszedł... "
Przeszla pare kroków zastanawiając się jak dołączy
teraz do polowania kiedy niewiadomo skąd, nagle
wyrusł przed nią Mroczny. Nie wiedziała czy ma się
cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Camil nie miał długich białych włosów. Teraz na jego głowie wyrastały zwykłe krótkie blond włosy, które siegały mu połowy czoła.
Zobaczył młodą czarodziejkę i podszedł do niej.
- Wygląda na to, że zostaliśmy sami. - Szepnął, a mimo to było go słychać. Chwilę później podleciał czarny kruk i usiadł na przedramieniu Camila.
- Larisa... czyż tak? - spytał sam siebie ptak, kiedy zza drzewa wychynął czarny koń i niezwykłemu, czarnobrązowemu osiodłaniu.
- Twoi przyjaciele weszli do portalu i przenieśli sie na mokradła, nic im nie będzie. - Camil szepnął i popatrzył w oczy dziewczynie. Zaskoczył ją jego nowy wygląd.
-Tak... -bąknęla odruchowo patrząc na czarne ptaszysko. Nigdy nie lubiła kruków. Odwracając wzrok od konia zatrzymała go na Camilu.
-A kiedy my do nich dołączymy? - zadała pytanie starając się nie zdradzić zakłopotania.
- Musimy poradzić sobie sami, z dotarciem do twoich przyjaciół. Niestety nie mam tylu zdolnosci, by stworzyć portal. - uśmiechnął się pod nosem, ale szybko spoważniał. - Jeśli masz ochotę... to możebym ci potoważyszył w drodze na moczary? - spytał i uniósł wysoko głowę. Szczerze mowiąc Larisa nie widziała innego rozwiązania, niż zaakceptować propozycje Camila. Bo niby jak sama miała tam dotrzeć nie wiedząc gdzie to jest? Zdało się, że na jej twarzy pojawił się zawiadacki uśmieszek, ale rownie dobrze mogło to być tylko złudzenie.
-Zgoda - odpowiedziała. Poszli więc przez las i spotykali wiele stworzeń, które nawet nie zrwacały ni nich uwagi, mimo broni zapietej na plecach, dużego konia i czarnego kruka lecacego nad nimi. Camil miał wystarczajaco duzo siły, wy stworzyć portal, ale wykożystał część do stworzenia niewidzialnej tarczy dla obojga.
Milczecnie ciągnęło się w nieskończoność, a bramy mokradeł zbliżały się z każdą minutą. Larisa byla prawie pewna, że Mroczny jest wstanie wyczarować portal, ale wolała nie wnikać dlaczego tego nie zrobił.
Siedząc na koniu rozglądała się w około, przyglądając się dziwnym stworzeniom.
-Dlaczego one nas nie atakują?- zdawało jej się to bowiem troche dziwne..
- Może nie mają powodu? - odpowiedział zbyt szybko. Popatrzył się przed siebie i ujrzał majaczące w oddali bramy Mokradeł. - Lariso, jak tam treningi? - Zapytał z nienacka. - Nie chciałbym, żeby na Mokradłach spotkało nas nieszczęście.
Spojrzała na niego pytająco.
-Nas? - powiedziała cicho i po chwili, głośniej, dodała:
-W porządku, Morgana jest dobrą nauczycielką...
- Wiem, że jest dobrą nauczycielką. - szpenął jakby do siebie, przypomniając soebie swój termin u Morgany. To przecież od niej nauczył sie tylu czarów i zdobył swoją obecną moc.
Z przerażeniem zobaczył, że w bramie Mokradeł stoi złoty smok. Moze było to dla niego łatwe zadanie, ale zmartwił się o Larisę.
- Chyba powninniśmy zsiąść. Ten smok już na nas czyha.
Zeskoczyła zwinnie z konia, związała szybko włosy aby jej nie przeszkadzały i nie czekając ani chwili dlużej podążyła w strone przeciwnika. Gabon zaczął już walke, a ona nie chciała zostać za bardzo w tyle.
- Ej czekaj! - Zawołał Mroczny, ale już go nie usłyszała. Siegnął do tyłu po berło. Szepnął formułkę uaktywniającą ogniste łańcuchy, wskoczyl na konia i pokłusował w stronę złotego przeciwnika.
Larisa natomiast skupiła się, wymierzyła w smoka i szepnęla pod nosem "Aqua Beam". Strumień światła precyzyjnie trafił w cielsko stworzenia, dziewczyna nie byla jednak pewna czy skutecznie. Camil był już w pobliżu, kiedy smok wpadł w furię po udeżeniu błękitnego strumienia światła. Mogło sie zrobić bardzo groźnie."To nie był chyba dobry ruch" pomyślala z przerażeniem odsuwając się na bezpieczną odległość. Szybko zebrała myśli i wypowiedziała kolejne zaklęcie, tym razem mając na dzieję, że podziała jak trzeba. Był to czar "Nova". Fala uderzeniowa kolejnego zaklęcia Larisy wstrząsnęła całymi Moczarami. Ziemia lekko się zatrzesła, a smok upadł. Camil obserwował wszystko z bezpiecznej odległóści. Przeczuwał, że ten smok nie był jedynym przebywającym w pobliżu. Podbiegł do czarodziejki, chwycił ją w talii i wsadził przed siebie na konia. Trzmał mocno, zeby nie spadła. Biegli przez Moczary. Mroczny od czasu do czasu spoglądał do tyłu, by sprawdzić co z chowańcem dziewczyny. Na szczęście biegł za nimi.
-Co robisz?! -zawołała zaskoczona.Zmarszczyła brwi i przypatrywała się teraz Mrocznemu czekając na jego odpowiedź.
- Chronie cie przed niebezpieczeństwem. - szepnął jej do ucha, opiekuńczym głosem.
-Poczekaj - powiedziała stanowczo. - To nie fair w stosunku do reszty... - rozumiała Camila, ale nie mogła pozwolić aby ciągle, kiedy zrobi sie choć troszke niebezpieczniej, chronił jej tyłek.
- Oni sobie poradzą. Musisz wiedzieć, ze profesja czarodzieja jest o wiele trudniejsza, zwłaszcza na początku. Sam zaczynałem jako czarodziej. I też u Morgany. - spoważniał. - Przepraszam cię, jeśli cię uraziłęm swoim zachowaniem, ale ja... sie boje o ciebie...
-W porządku... - ucięła krutko i odwrociła głowe wpatrując sie teraz w droge.
"W takim razie, dlaczego Morgana zapowiedziała Janashi jako twoją partnerke?" pomyślała jeszcze, ale nie wiedzieć czemu nie wypowiedziała tego na głos. Ugryzla się po nie czasie w język, bo oto jechała na koniu z kimś kto przecież potrafi czytać w myślach.
Link 09.04.2006 :: 19:37
Komentuj (0)


Staliście przy stole i nikt nie wiedział co ma powiedzieć. W końcu Mroczny przelamał ciszę.
- Tak więc, wychodzimy. Morgano, idziesz z nami na polowanie? To dobra zabawa. - mówił poważnym i suchym głosem, powoli zerkajac na wszystkich wokoło. Wyszliście przed wieżę, ale nie wszyscy. Larisa pobiegła jeszcze na chwilę na pietro do pokoju, po (hmm...) czysty zwój, na którym można by było coś zapisać. Wcisnęła go na pasek i zeszła na dół.
Nikogo tam nie było.
Wyszliście z wieży i nie wiadomo jak, skad, tuż obok was pojawił się portal, który was wciągnął.
Wylądowaliście na Mokradłach Maklenzrin. Zobaczyliście, ze z oddali nadchodzi ku wam dziwny wysoki potwór. (W łapach płonące miecze, srebrna lśniąca zbroja na karku.)
Camil stał przed wieżą i czekał na Larisę.